Kiedy po miesiącach ciężkiej pracy postawisz ostatnią kropkę w swoim tekście, w naturalny sposób pragniesz jak najszybciej zobaczyć go w formie fizycznej, pachnącej farbą książki. W tym miejscu początkujący autorzy popełniają błąd, który potrafi zamienić wydawnicze marzenie w technologiczny (i finansowy) koszmar. Uważają, że zredagowany tekst to tekst „gotowy do druku”.
Zastanawiasz się, jak powinien wyglądać poprawny skład książki i dlaczego plik z domowego edytora nie wystarczy? Zapraszam do kompletnego przewodnika po profesjonalnym DTP, opartego na moich codziennych „bojach” z plikami w Studio Składam.
Magiczne „Zapisz jako PDF” – najdroższy błąd autora
Najbardziej brutalny i powszechny błąd, z jakim przychodzą do mnie autorzy, wygląda następująco: autor spędza dni w programie Microsoft Word. Skrupulatnie formatuje dokument, dodaje ozdobne ramki, rysuje wyróżniki, pozycjonuje obrazki bezpośrednio w tekście, aż wszystko wygląda dokładnie tak, jak to sobie wyobraził. Na koniec klika dumne „Zapisz jako PDF” i wysyła plik do drukarni.
Efekt? Plik zostaje natychmiast odrzucony lub drukarnia drukuje go „na odpowiedzialność klienta”, a autor otrzymuje paczkę makulatury, której nie da się czytać. Co poszło nie tak? Prawda jest taka, że w Wordzie brakuje prawdziwego składu. Ten program po prostu nie służy do przygotowywania materiałów do maszyn drukarskich.
Ukryte problemy plików tekstowych z edytora
Plik PDF wygenerowany „domowym sposobem” niemal zawsze zawiera krytyczne błędy technologiczne. Jako specjalista DTP wyłapuję w takich plikach prawdziwą lawinę problemów:
- Przestrzeń barwna RGB zamiast CMYK: Maszyny w drukarniach drukują farbami fizycznymi (CMYK). Plik z Worda zapisuje zdjęcia w ekranowym RGB. Po wydrukowaniu, żywe kolory stają się wyblakłe i brudne.
- Wieloskładowy (bogaty) kolor czarny w tekście: To prawdziwa zmora! Programy biurowe generują często czerń z domieszką innych kolorów (C+M+Y+K). Jeśli drukarnia użyje takiego pliku na offsecie, najmniejsze przesunięcie maszyny (pasowanie) sprawi, że małe litery będą miały „kolorowe duchy” i staną się rozmazane. Czerń w tekście zawsze musi wynosić 100% K (zobacz to na infografice!).
- Kompresja obrazków w tekście: Zdjęcia wrzucone prosto do edytora tekstowego tracą na jakości, przez co na papierze „wychodzą z nich piksele” (niska rozdzielczość).
- Brak przygotowania na spad i proces introligatorski: Książka to fizyczny obiekt, który jest docinany i klejony. Amatorski PDF nie posiada ani tzw. marginesów lustrzanych, ani bezpiecznych stref dla obcięcia. Zbyt mały margines lub niewyrównane doły kolumn to gwarancja porażki estetycznej.
Proces w Studio Składam – jak to robię poprawnie?
Profesjonalny skład książki w InDesignie nie polega na „upiększaniu”, lecz na potężnej inżynierii tekstu. Kiedy przejmuję Twój projekt (już po dobrej redakcji i korekcie, by wyeliminować literówki!), rozbijam go na atomy i składam na czysto w profesjonalnej siatce typograficznej. Gwarantuje to perfekcyjne odstępy, spójność logiczną w całej, 500-stronicowej publikacji i idealnie przygotowane czarno-białe oraz kolorowe grafiki w poprawnych profilach (tzw. proofing).
Co więcej, odpowiednie zaprojektowanie wnętrza ma potężny wpływ na finalne koszty! Jeśli pominiesz tę weryfikację, ukryte niespodzianki wydrenują Twój budżet. O jakich wydatkach mowa? Koniecznie przeczytaj mój artykuł wspierający: Cennik składu książki do druku – za co dopłacisz u specjalisty?
Skład to nie tylko wlanie tekstu, to również opanowanie samej geometrii i ergonomii czytania – czyli odpowiednie zaplanowanie marginesów (szczególnie tego trudnego, grzbietowego). Więcej o matematyce opraw przeczytasz w tekście: Marginesy w książce A5 i B5 – jak je ustawić, by tekst nie wpadł w grzbiet?.
Nie ryzykuj setek, a czasem tysięcy złotych rzuconych na źle wydrukowany nakład próbny. Zamów skład tekstu realizowany w sprawdzonym studiu. Napisz do mnie – zbadam Twój plik i zaprojektuję wnętrze, które pokochają zarówno czytelnicy, jak i maszyny w drukarni!
