Projektujesz okładkę. Skupiasz się na wspaniałej typografii, doborze kolorów, pięknym zdjęciu, które uchwyci duszę Twojej powieści. Zamykasz projekt i wysyłasz do druku w przekonaniu, że to koniec. W Studio Składam bardzo często muszę w tym momencie przynieść klientom najgorsze wiadomości: to wcale nie jest koniec.
Poprawny okładka książki projekt tworzony z myślą o maszynach drukarskich to nie tylko ładny front. To specyficzny dokument pełen żelaznych ograniczeń technicznych, które potrafią zrujnować całą pracę, jeśli nie pomyśli się o nich na samym początku. Gdzie leżą największe horrory projektowe?
Zmora AI i „Płaskich Bitmap” (Slop)
Największym problemem obecnie są okładki generowane masowo przez AI. Autorzy często wysyłają do mnie jedną, spłaszczoną bitmapę – nierzadko jest to gotowy, wygenerowany z jakiegoś szablonu „mockup” (trójwymiarowa prezentacja okładki), oznajmiając radośnie, że mają „gotową okładkę do druku”. Prawda jest bolesna: cały projekt trzeba wtedy odtwarzać absolutnie od podstaw, generować na nowo obiekty wektorowe i złożyć zgodnie z rygorystycznymi siatkami DTP (rozdzielczość 300 DPI, przestrzeń barwna CMYK), co generuje dodatkowe, wielkie koszty dla zamawiającego.
Zmiana w ostatniej chwili: „A zróbmy jednak twardą!”
Decyzję o tym, czy chcesz wydać książkę w oprawie miękkiej czy twardej, musisz podjąć przed projektowaniem. Zmiana decyzji na samym końcu to dla DTP ogromny problem, który dosłownie psuje dotychczasowe obliczenia.
W przypadku oprawy twardej ostateczna wielkość strony okładkowej jest większa niż samego wnętrza. Dodatkowo wokół całej książki twardej musimy zarezerwować gigantyczny zapas – około 15 milimetrów tzw. spadu (zawijki) na zawinięcie tektury, podczas gdy oprawa miękka wymaga tylko klasycznych paru milimetrów spadu dla gilotyny. To zmienia całkowicie rozkład elementów. Bardzo często nie da się po prostu „przenieść” miękkiej okładki na twardą; wymaga to zupełnie odmiennego układu.
Tak samo wygląda sprawa dodawania „skrzydełek” na ostatnią chwilę. Skrzydełka rzucone do zamkniętego projektu w 99% przypadków wyglądają niespójnie i są doczepione mocno „na siłę”. Jeśli projektujemy od początku ze świadomością skrzydełka – uzyskujemy spójne arcydzieło graficzne.
Matematyka Grzbietu
Warto zaznaczyć, że zmiana grubości, szerokości czy samego papieru i wyliczanie na nowo „grzbietu” na późniejszym etapie nie stanowi dużego kłopotu. Szerokość grzbietu szacujemy początkowo na podstawie liczy stron, jednak finalną, milimetrową precyzję uzyskujemy dopiero, gdy otrzymamy oficjalny rozrys z drukarni z wyliczeniami objętościowymi od technologa. Dlatego elastyczność grzbietowa jest wkalkulowana w proces DTP. Ciekawi Cię za to, co stanie się ze środkiem Twojej książki podczas złego sklejenia twardej i miękkiej oprawy? Wszystko omówiłem w artykule: Marginesy w książce A5 i B5 – jak je ustawić, by tekst nie „wpadł” w grzbiet?.
Uszlachetnienia – folia też ma znaczenie
Na etapie projektu wybieramy też uszlachetnienia (np. Hot Stamping, czyli słynne „złocenia”). Wymagają one przygotowania dla drukarni osobnej maski wektorowej. Nie mniej ważny jest jednak wybór folii pokrywającej wydruk, zwłaszcza dla bardzo mrocznych, ciemnych projektów.
Jeśli drukujesz czarną, elegancką powieść kryminalną, musisz pamiętać, że matowa folia (choć prestiżowa) jest niezwykle podatna na zarysowania palcami; dodatkowo, delikatnie rozprasza ona światło, co nierzadko minimalnie desaturuje/rozjaśnia ciemne aple kolorystyczne w optyce oka. Z kolei klasyczna folia błyszcząca charakteryzuje się znacznie wyższą odpornością na zarysowania i pogłębia kolory, dając efekt „wyciągnięcia ciemności”. Twój grafik DTP musi to skalkulować dla uzyskania odpowiedniego rezultatu.
Zaufaj specjaliście, który nadzorował powstawanie dziesiątek drukowanych tytułów, aby zabezpieczyć projekt Twojej okładki. Jeżeli chcesz poznać również kosztorys i ceny za wstawienie obróbki takich detali od zera – wpadnij do mojego poradnika budżetowego: Cennik składu książki do druku – za co dopłacisz u specjalisty?.
Oszczędź sobie siwych włosów i wyślij mi maila!
